Źródło: Ministerstwo Obrony Ukrainy

Polityka lęku – jak ciągły strach przed konfliktem stał się narzędziem kontroli i sprzymierzeńcem prawicy.

 Wojna na bliskim wschodzie, wojna za naszą granicą, zamieszki, protesty, przewroty i ataki terrorystyczne – oczywista przyczyna trwającej militaryzacji europejskich społeczeństw, bo przecież tylko wojsko zapewni nam bezpieczeństwo. Potrzebujemy silnych liderów napinających muskuły, a gdzieś na drugim czy trzecim miejscu są prawa obywatelskie. Jest to podręcznikowy przykład marketingowej teorii: problem – solution selling. Kto najbardziej korzysta na ciągłym strachu, w jakim jest zachodnie społeczeństwo? Odpowiedź jest całkiem prosta – rosnąca w siłę skrajna prawica, wspomagana przez korporacje. 

W ostatnich dniach mieszkańcy Polski znaleźli w swoich skrzynkach najnowsze poradniki bezpieczeństwa – przygotować mamy plecaki, dokumenty i zapasy, a to wszystko w związku ze zbliżającą się wojną. Jasne, przygotowane społeczeństwo to bezpieczne społeczeństwo, dobrym przykładem jest Finlandia podczas Drugiej Wojny Światowej, ale wysłane poradniki to objaw szerszego problemu. Raz na kilka miesięcy media donoszą o najważniejszych wojskowych przywódcach mówiących o nieuniknionej Trzeciej Wojnie Światowej, to samo mówią rządy europejskich krajów. Ta strategia strachu działa, w majowym raporcie YouGov przedstawiono wyniki ankiety przeprowadzonej we Francji, Hiszpanii, Niemczech, Włoszech, Wielkiej Brytanii i USA. Pomiędzy 41% – 55% mieszkańców krajów europejskich odpowiedziało, że Trzecia Wojna Światowa jest bardzo prawdopodobna w ciągu najbliższych 10 lat, w USA liczba ta wyniosła 45%. Ankiety przeprowadzono w maju 2025, wraz z narastającym napięciem międzynarodowym. Możemy się tylko domyślać, że teraz te liczby byłyby znacznie większe. Porządek świata jaki znaliśmy jest podważany, autorytety mówią o zagrożeniu, więc zwracamy się do tych, którzy mówią, że zapewnią nam bezpieczeństwo. 

Jak wygląda sytuacja na świecie? Czy prawicy zależy na pokoju?

Jedną z głównych obietnic sprzed amerykańskich wyborów prezydenckich w 2024 roku był pokój. Donald Trump podczas swojej kampanii wielokrotnie zapewniał, że zakończy okres wojen i niepokoju. Jak się jednak okazało, od kiedy objął prezydenturę USA zdążyło zbombardować siedem niezależnych państw oraz podważyć obowiązujący porządek świata. 

Niemieckie AfD to skrajnie prawicowa partia, która w wyborach w lutym 2025 zdobyła 20% głosów. Przed wyborami obiecywali militaryzację Niemiec wraz z powrotem poboru oraz minimalizację szans na wojnę z Rosją przez wycofanie wsparcia dla Ukrainy. To wszystko jako odpowiedź na narastające zagrożenia, zarówno wewnętrzne, jak i międzynarodowe. Obiecali silne i niezależne państwo, wyborcy uwierzyli. Nie jest to pierwsza taka zagrywka w historii kraju, Adolf Hitler wraz ze swoim NSDAP również straszył wszechobecnymi zagrożeniami, tak właśnie porwał tłumy.

A co z Polską? Skrajna prawica od lat oskarża Ukrainę o spowodowanie wojny z Rosją i zarzuca im próbę wciągnięcia Polski do konfliktu. Politycy straszą nas Wołyniem i Banderą. Mówią, że masowe pogromy Polaków są tuż za rogiem. Na marszach antyuchodźczych poza hasłami rasistowskimi najczęściej pojawia się lęk. Lęk o siebie, swoje dzieci i bliskich. Politycy Konfederacji i Braun świetnie to wykorzystują. 

Gdzie w tym wszystkim są korporacje? 

Jednym tematem są media społecznościowe – nowe pole walki propagandowej. Social media z miejsca dzielenia się przeżyciami stały się miejscem głębokiej propagandy. Organizacja Access Now zajmująca się prawami człowieka w internecie wydała raport w grudniu 2025, w którym ostrzega, że propaganda wojenna w mediach społecznościowych jest groźniejsza niż jakakolwiek poprzednia w historii. Każdy użytkownik dostaje idealnie dopasowane do swoich lęków, przekonań i poglądów materiały. Według raportu dominują tam treści prowojenne, które po pierwsze mają na celu przestraszyć społeczeństwo, po drugie zwiększyć akceptację i poparcie dla ewentualnego konfliktu. 

Musimy wspomnieć również o firmach technologiczno-zbrojeniowych oraz AI. Widmo zagrożenia zmniejsza naszą nieufność wobec kontroli. Owiana złą sławą firma Palantir oferuje rządom swój flagowy produkt Palantir Gotham – analizujący i przewidujący zagrożenia przy pomocy szerokiej sieci monitoringu oraz AI. To narzędzie kontroli niczym Policja Myśli z powieści Orwella. Pomimo coraz to nowych sposobów inwigilacji nie widzimy masowych protestów i sprzeciwu, bo przecież tak trzeba, to dla naszego dobra, bo zagrożenie jest już u bram. Co więc zrobimy kiedy te same narzędzia, będące w rękach rządzących, zwrócą się przeciwko opozycji politycznej?

Jaki jest wniosek?

Nie chodzi o negowanie zagrożeń jakimi są wojna i konflikty, dotykające żyć milionów ludzi na całym świecie. Świadomość o ich istnieniu może pomóc je zatrzymać. Czym innym jest jednak wiedza niż strach. Jako społeczeństwo musimy zrozumieć, że pod płaszczykiem bezpieczeństwa, przepychane są działania antydemokratyczne i realnie generujące zagrożenie.

Autor

  • Redaktorka serwisu KDA, fotoreporterka, dziennikarka

Copyright Kolektyw Dziennikarstwa Aktywistycznego 2025